świat jest słodki. mamy buntowników, ateistów i słońce jak z kiepskiego landszaftu. sprzedajemy się za 7.99, wszyscy mamy depresje i radośnie podcinamy sobie żyły zardzewiałą żyletką.

niedziela, 9 września 2012

who cares?

Gorycz wylewa się ze mnie litrami. Niestrawność mną targa, gdy tylko wyjdę z domu. Zewsząd słychać słodkie głosiki równie słodkich dziewcząt. Wszędzie widzę zakochane parki, gdzie Ona jest przekonana, że będą razem do końca życia, podczas gdy On chce się jej dobrać do majtek. Wszystko to iluzja, jakieś skrzętnie pozorowane wymiary rzeczywiśtości, w miarę normalnej. A ja? Ja zastanawiam się, czy nie jestem przypadkiem w ciąży. Przypadkiem, jak zawsze.
Depresja maturzysty. Tak, to niesamowita sprawa. Młodzi ludzie pierwszy raz od 12 lat mają wolny wrzesień i pierwszy raz od 12 lat nie wiedzą, co z tą wolnością zrobić. Bo przecież ileż to można pić wino w parkowych alejkach, wyjeżdżać pod namioty, szlajać (!) się ulicami wciąż tego samego, smutnego miasta, urządzać ogniska i grille, pochłaniać rakotwórcze fast food'y czy substancje wywołujące stany psychodeliczne. No ileż to można? Ano, już nie można. Już za dużo. Już za długo. Już za mocno. Już za... tysiąc innych rzeczy. Każdy ma dość. JA MAM DOŚĆ. Może nowa dieta? Odchudzanie zawsze dobrze mi wychodziło, przynajmniej to.


Chciałabym wierzyć, że nie jestem w ciąży. Przede mną studia prawnicze w mieście, którego wcale nie znam. Chciałabym wierzyć, ale jakoś... nie mogę?

niedziela, 24 czerwca 2012

zarodek.

Nazywam się Alicja i właśnie dziś, 24 czerwca, skończyłam 19 lat.
Nazywam się Ala, mam 19 lat i nadal jestem nikim. NIKIM. Przez 19 lat nędznego żywota niczego nie osiągnęłam, niczym specjalnym nie zasłynęłam, nie uratowałam nikomu życia, nie wynalazłam leku na raka czy aids.
Jestem Alka, mam 19 lat i niedawno miałam maturę. Za 5 dni wyniki. Modlę się żeby były dobre. W końcu jak każdy 19-letni człowiek po skończeniu liceum chcę iść na studia. Chcę iść na studia, studiować, zdobyć tytuł magistra, może doktora i nadal być nikim. Bo co może jakiś tam prawnik? Gówno może. Nic nie może.
Jestem Alicja. Właśnie dziś ponownie zawalił mi się świat na głowę. Ale to nieważne, przecież przede mną jeszcze miliony miłosnych rozczarowań, tysiące złamanych serc. Ot, zdarzyło się, bo to raz...
Mam 19 lat, a w grudniu koniec świata. Kolejny koniec świata. A co jeżeli ten jest prawdziwy, ten ostatni, jedyny? Czy to oznacza, o ile dobrze dedukuję, że nigdy nie skończę studiów, nie zostanę matką, żoną, nie założę rodziny, nie będę miała drewnianego domku, basenu, psa i miliona kotów? Czy to oznacza, że na zawsze (o zgrozo, to "ZAWSZE" wcale nie jest takie długie!) zostanę takim nikim ze średnim wykształceniem?
Jestem nikim. Nie jestem niewidzialna, co to to nie. Mimo to swoją 160 cm personą nie reprezentuję niczego przydatnego dla ludzkości. Nie jestem szczególnie ładna, raczej przeciętna. Niska, chuda, z zielonymi oczami, piegami i brązowymi włosami. Zwyklak. Geniuszem też nie jestem. Kujonem tym bardziej. Na pewno jestem inteligentna, ale też nie są to wyżyny. Nie mam żadnego talentu. No, żadnego. Nie umiem grać na instrumentach, nie umiem śpiewać, nie umiem tworzyć. Sportowa inwalidka. Uzdolnień plastycznych nie wykryto.
Mam psa, ale wolę koty. Nie jem mięsa. Jestem na wiecznej diecie, grom jeden wie dlaczego. Dużo czytam. Klnę jak szewc, uzależniona od nikotyny i kofeiny. Antytalent kucharski, kaleczę się nawet przy krojeniu chleba.
Witam, witam, o zdrowie nie pytam. Przecież nawet mnie to nie interesuje.



                                        mamy tylko jedno wyjście - wywołać koniec świata.