świat jest słodki. mamy buntowników, ateistów i słońce jak z kiepskiego landszaftu. sprzedajemy się za 7.99, wszyscy mamy depresje i radośnie podcinamy sobie żyły zardzewiałą żyletką.

niedziela, 9 września 2012

who cares?

Gorycz wylewa się ze mnie litrami. Niestrawność mną targa, gdy tylko wyjdę z domu. Zewsząd słychać słodkie głosiki równie słodkich dziewcząt. Wszędzie widzę zakochane parki, gdzie Ona jest przekonana, że będą razem do końca życia, podczas gdy On chce się jej dobrać do majtek. Wszystko to iluzja, jakieś skrzętnie pozorowane wymiary rzeczywiśtości, w miarę normalnej. A ja? Ja zastanawiam się, czy nie jestem przypadkiem w ciąży. Przypadkiem, jak zawsze.
Depresja maturzysty. Tak, to niesamowita sprawa. Młodzi ludzie pierwszy raz od 12 lat mają wolny wrzesień i pierwszy raz od 12 lat nie wiedzą, co z tą wolnością zrobić. Bo przecież ileż to można pić wino w parkowych alejkach, wyjeżdżać pod namioty, szlajać (!) się ulicami wciąż tego samego, smutnego miasta, urządzać ogniska i grille, pochłaniać rakotwórcze fast food'y czy substancje wywołujące stany psychodeliczne. No ileż to można? Ano, już nie można. Już za dużo. Już za długo. Już za mocno. Już za... tysiąc innych rzeczy. Każdy ma dość. JA MAM DOŚĆ. Może nowa dieta? Odchudzanie zawsze dobrze mi wychodziło, przynajmniej to.


Chciałabym wierzyć, że nie jestem w ciąży. Przede mną studia prawnicze w mieście, którego wcale nie znam. Chciałabym wierzyć, ale jakoś... nie mogę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz